Nie ma cię to już, radości kochana,
Która tak wiernie służyłaś mi długo,
Wróć się, wróć jeszcze do swego pana,
Darmo cię wołam, ulubiona sługo!
Już idzie smutek. Z nim jego dworzany;
Żal, tęskność, moją obstąpili duszę
Ci to moimi teraz będą pany,
Ja, com panował, teraz służyć muszę.
Która tak wiernie służyłaś mi długo,
Wróć się, wróć jeszcze do swego pana,
Darmo cię wołam, ulubiona sługo!
Już idzie smutek. Z nim jego dworzany;
Żal, tęskność, moją obstąpili duszę
Ci to moimi teraz będą pany,
Ja, com panował, teraz służyć muszę.
Od pewnego czasu dziwnie się czuję, bywały lepsze momenty, ale na dzień dzisiejszy jest coraz gorzej. Wstaję rano i wiem, że dzisiaj nie będzie dobrego dnia, w głowie kotłują się myśli o poczuciu swojej beznadziejności. Potrafię usiąść i siedzieć, gapiąc się bez celu w jeden punkt. Nie potrafię się cieszyć, a wszystko co robię, wykonuję jakbym była do tego zaprogramowana, nie dlatego że chcę to zrobić. Jestem zmęczona. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, to potęguje tylko poczucie winy, że jestem, że żyję niczym wyrzutek. Przyjemności, które zawsze mnie cieszyły, teraz wywołują u mnie odruch wymiotny. Rower przestał być czymś, co pozwala mi się odprężyć, nie mogę na niego patrzeć, a co dopiero na nim jeździć - nie chce mi się. Dlaczego? To nie rozwiąże moich problemów, to nie pomoże mi w niczym. Siedzę całymi dniami w domu i najlepiej, żeby nikt do mnie nie mówił, nie chcę tego. Spotkania, czy też pilnowanie bratanicy nie zmieniają mojego nastawienia. Nie potrafię się z nią bawić, chociaż bardzo bym chciała. Kolejny cios dla mojej duszy, znowu jestem beznadziejna. Ona, jakby widzi, że coś jest nie tak, dlatego zajmuje się głównie rysowaniem lub kolorowaniem. Maluje dla mnie obrazki, żebym była szczęśliwa, jednak gdzieś w mojej głowie zablokowała się ta opcja i nie można jej przywrócić. Pozostali domownicy nie widzą niczego, zarzucają mi ciągle, że jestem smutna i nic mnie nie cieszy, że nie da się ze mną rozmawiać, bo odpowiadam półsłówkami. Dobijają na każdym kroku, przypominają w jak beznadziejnej sytuacji się znajduję. Nic o mnie nie wiedzą, w ogóle mnie nie znają. Ja zamknięta w sobie nie potrafię rozmawiać, nie z nimi, nie o swoich lękach. Brak poczucia sensu jest czymś, czego nie jestem w stanie ogarnąć. Wróciły myśli, przypominające mi o bólu, który musiałam znosić tyle lat, o chorobie, która zrujnowała moje życie, moją psychikę. Niby byłam silna, bo znosiłam wszystko, wydawało mi się, że wyzdrowieję i zapomnę, ale nie to siedzi we mnie, powoduje ból psychiczny i potęguje żal do najbliższych, że w tak trudnych dla mnie momentach życia byłam sama. Po czasie wszystko wychodzi, ból psychiczny po stokroć jest gorszy od tego fizycznego, który miałam. Zachęcanie mnie do lepszego patrzenia na świat nic nie da, bo ja nie potrafię zmienić swojego nastawienia, nie w obecnej sytuacji. Motywowanie, mówienie spróbuj to zrobić, spowodowałoby dodatkowe poczucie beznadziejności mojego istnienia. To tak, jakby powiedzieć osobie, która ma złamaną nogę, żeby się przebiegła...Ciężko to zrozumieć osobie, która w życiu nie musiała mieć takich problemów, która nie wie, co to jest depresja... Mam chorą duszę i nie mam na to lekarstwa, chociaż się staram go znaleźć, jednak ciężko jest, gdy każdy dzień przynosi kolejne rozczarowania, kolejne smutne chwile. Dodatkowo choroba mojego psa, sprawia ogromny ból, który przyczynia się do dodatkowego obciążenia psychicznego. Wszystko obija się o pieniądze, których ja nie posiadam, a tata wiecznie narzeka, że ich nie ma. Gdy kończą się zapasy insuliny jestem w stresie, że znowu będę musiała się prosić, gdy kończą się paski insulinowe to samo o strzykawkach i karmie już nie wspomnę. Ojciec wychowany na wsi, chodził swoje zwierzęta zabijać do lasu, w nim nigdy nie było miłości do zwierząt i zabiegania o to by żyły, gdy istnieje na to szansa, gdyby nie mama Sonia przestałaby istnieć... Ja, nie wiem, ile CV już wysłałam, zaniosłam, strony z ofertami pracy znam na pamięć, codziennie szukam... bez odzewu. Nie wiem, co mam jeszcze zrobić, jak zmienić to z czym przyszło mi teraz walczyć...
Tęsknię, bardzo tęsknię...,
Jeszcze dopadło mnie ostre przeziębienie... Cóż się dziwić, jak wiecznie mi zimno.









